Kryzys a szary obywatel

Inwestycje w akcje oraz instrumenty pochodne.

Kryzys a szary obywatel

Postprzez kchodorowski środa, 18 listopada 2009, 20:41

Witam, przedstawiam tekst mojego kolegi, który postanowił przyjrzec sie nieco blizej drugiej - czesto pomijanej - stronie walki z kryzysem:

Wielu analityków twierdzi, że ostatnie wzrosty na giełdach zawdzięczamy zeszłotygodniowemu spotkaniu G20. Postanowiłem zatem bliżej przyjrzeć się poczynaniom tej grupy. Zacznijmy od spraw fundamentalnych. G20 zadeklarowała utrzymanie pakietów stymulujących gospodarki, dopóki nie pojawią się trwałe oznaki ożywienia. Istnieje bowiem obawa, iż obecna poprawa może okazać się nietrwała, zatem nadal należy stosować aktywna politykę monetarną i fiskalną. Co więcej ministrowie finansów państw należących do grupy chcą nałożenia na banki specjalnego podatku, z którego finansowana byłaby w przyszłości pomoc publiczna udzielana sektorowi finansowemu. Do tej pory tego typu działania niejako sabotowała Wielka Brytania, która sprzeciwiała się jakimkolwiek globalnym podatkom. Teraz premier Gordon Brown kompletnie zmienił front i zaapelował do uczestników spotkania o przyjęcie podatku od transakcji finansowych banków (tzw. podatek Tobina), który zniechęcałby banki do krótkoterminowych spekulacji i chroniłby interesy podatnika (jestem ciekaw jak!?). Podatek miałby zostać wprowadzony po to, aby uczynić banki odpowiedzialnymi społecznie, a zebrane w ten sposób kapitał byłby odkładany na specjalny fundusz ubezpieczenia banków na wypadek, gdyby zaistniała potrzeba ratowania ich przed upadkiem. Front zmieniły też Francja i Niemcy, które domagają się od instytucji finansowych zwrotu wartej wiele miliardów dolarów pomocy publicznej. I w tym miejscu skończyły się rozważania ekonomiczne uczestników spotkania. Podczas obrad w St Andrews w Szkocji dyskutowano również o globalnym ociepleniu, jednak nadal nie wiemy ile kosztować będą działania zmierzające do powstrzymania globalnego ocieplenia, ani też jak rozłożyć koszty. UE szacuje, iż pomoc dla państw rozwijających się będzie kosztować 100 mld euro rocznie do 2020 r., z czego na UE przypadłoby 15 mld euro. Uczestnicy zapowiedzieli, że oczekują „ambitnego”, grudniowego szczytu w Kopenhadze. Właśnie podczas niego ma dojść do zastąpienia tzw. protokołu z Kioto, który USA podpisały, ale go nie ratyfikowały.

Pora przenieść się na rynki finansowe, na których w ostatnim czasie panuje spory optymizm. Inwestorzy z zadowoleniem przyjęli deklaracje, że państwa G20 w dalszym ciągu zamierzają utrzymywać pakiety stymulujące, a stopy procentowe największych światowych gospodarek pozostaną na niskim poziomie, zatem na rynki nadal będzie napływał tani pieniądz. Zaowocowało to wzrostowymi na giełdach (liderami były spółki surowcowe i paliwowe), osłabieniem dolara oraz wywindowaniem cen ropy naftowej i innych surowców. Tylko w ubiegły poniedziałek indeks S&P 500 wzrósł o 2,22 proc., a DJIA zyskał 2,03 proc. Kolor zielony dominował w każdej części świata – Polska znalazła się w czołówce parkietów europejskich, gdyż WIG20 zwiększył swoją wartość o 3,61 proc., a WIG o 3,01 proc., podczas gdy CAC i DAX wzrosły po ok. 1,5 proc. Znacznie na drożejących surowcach zyskał rosyjski RTS. Tego dnia złoto ustanowiło kolejny rekord, przekraczając 1110 dolarów za uncję. Spotkanie G20 nie przysłużyło się tylko amerykańskiej walucie. Dolar mocno stracił na wartości i wylądował na poziomie 1,5 dolara za euro. Na całym zamieszaniu skorzystał natomiast złoty. Wynika to przede wszystkim z większego apetytu inwestorów na ryzyko. Można zatem rzec, że rynki ponownie są napędzane słabym dolarem i zapowiedziami pompowania w globalną gospodarkę pieniędzy. Warto jednak pamiętać, iż ta sielanka nie będzie trwać wiecznie.

Muszę przyznać, że bardzo zaskakuje mnie ta krótkowzroczność inwestorów. Być może wynika ona z faktu, iż ich horyzont inwestycyjny uległ skróceniu i próbują łapać okazję. Nie zmienia to jednak faktu, że nie powinni mieć zaufania do ludzi i instytucji fundujących obecną bonanzę na giełdach pod pretekstem ratowania globalnej gospodarki. Tak de facto to można powiedzieć, iż inwestorzy sami sobie tę hossę zafundowali z własnych podatków. Ministrowie finansów i szefowie banków centralnych nie posługują się przecież własnymi pieniędzmi, nie ponoszą osobistego ryzyka, a ich odpowiedzialność – no cóż jest wyłącznie historyczna. Proszę zauważyć, że od początku globalnego kryzysu finansowego najważniejsze zarządzający największymi gospodarkami tego świata nie byli w stanie wpaść na żaden pomysł poza tym, by dorzucić jeszcze trochę pieniędzy. Można powiedzieć, iż wszystko ogranicza się do stwierdzenia – „Będziemy drukować pieniądze, dopóki w gospodarce się nie poprawi”. Gdy prześledzimy wszystkie wypowiedzi okaże się, że brak w nich jakichkolwiek konkretów, a są jedynie jakieś enigmatyczne rozważania lub po prostu ekonomiczne koszałki opałki.

Niestety wygląda na to, że wszyscy także inwestorzy zdają się nie myśleć o odległej przyszłości i w duchu powtarzają sobie mañana. Warto jednak pamiętać, iż giełdowa fiesta nie będzie trwać wiecznie! Pozostają tylko dwa pytania. Czy ktoś w końcu zrozumie, że tani i łatwy pieniądz nie czyni cudów oraz czy ktoś w końcu przejmie się biednym podatnikiem?

źródło: http://www.compentia.pl/index.php/RK/Po ... 86-71.html
www.compentia.pl -> lepsza strona rynku
kchodorowski
Kierownik
 
Posty: 67
Dołączył(a): środa, 23 września 2009, 12:21
Lokalizacja: Wrocław

Return to Giełda papierów wartościowych



Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Google Adsense [Bot] i 0 gości



Pobierz ponad 3,000 darmowych publikacji - eBooki i audioBooki download !


Praca Bytom | ogłoszenia nieruchomości | 100 książek | program na zlecenie | kosztorysy budowlane | pokoje Karpacz |  ebooki   Unibet | Bwin |  Programy Partnerskie Blog inny niż wszystkie Kobiecy biznes | sprężarkiGry | usability